Gabriela Janiszewska Translite

Category Archives: Po polsku

Praca z domu na urlopie macierzyńskim – bez lukru

Pod koniec ciąży napisałam artykuł o tym, jak mi się pracowało zdalnie w tym błogosławionym stanie. Teraz, gdy mój urlop macierzyński się skończył, czas na drugą część tego cyklu czyli wrażenia mamuśki-freelancerki.

W internecie można natknąć się na artykuły, których autorzy przekonują, że urlop macierzyński to świetny czas na rozkręcenie własnego biznesu, aby gdy nasz 12-miesięczny „urlop” (znacie ten dowcip –> patrz obrazek) się skończy, nie trzeba było wracać do kieratu, tylko móc elastycznie łączyć pracę zawodową z wychowywaniem malucha. I co? Z mojej perspektywy rozkręcenie czegokolwiek w tym czasie byłoby szaleństwem. Owszem da się kontynuować prowadzenie działalności, ale to, w jakim wymiarze, zależy przede wszystkim od… dziecka.

Moja córcia jest typowym pieszczoszkiem, który praktycznie od samego początku nie śpi w swoim łóżeczku tylko na mnie lub z nami w łóżku (ewentualnie w wózku lub nosidle) oraz nie toleruje zbyt długiej rozłąki z mamą (na razie najdłużej 1,5 godziny). Ponadto szkoda jej czasu na przesypianie odcinków dłuższych niż 2 godziny w nocy i 45 minut w dzień, więc o pracy zawodowej w ciągu dnia mogłam zapomnieć.

Jak się zatem organizowałam? Przede wszystkim pracowałam i pracuję wieczorami, siedząc w łóżku i jednocześnie pilnując śpiącej tam córki. Jako że córka pada między 19 a 21, siłą rzeczy zostają mi jakieś 2-3 godziny, zanim obydwoje z mężem też nie zapragniemy udać się na zasłużony odpoczynek. Do tego czasami uda mi się popracować w weekendy, gdy córką zajmuje się mąż, ale z tym bywa ciężko, bo L. co jakiś czas do mnie przybiega i domaga się uwagi/wzięcia na ręce/na kolana/karmienia piersią. Jeżeli zamknę się w pokoju, to potrafi się dobijać ;-). Na szczęście dzieci mają to do siebie, że powolutku dorastają i cały czas się zmieniają. Na przykład w ostatnich dniach L. nauczyła się spać w nieruchomym wózku, więc w ramach spaceru czasami wystawiam wózek z nią na taras i wtedy mogę pracować w domu i mieć na nią oko. Niemniej jednak warto pamiętać, że dzieci zwłaszcza tak małe mają różne okresy i za chwilę może być gorzej lub lepiej.Urlop macierzyński

Pewnie to, co napisałam powyżej, wygląda na typowe malkontenctwo zmęczonej mamuśki i grubą przesadę, ale jednak decydując się na pracę zdalną na urlopie macierzyńskim, warto wziąć pod uwagę, że dziecko, które się urodzi, może nie być „książkowe” i może potrzebować więcej bliskości, niż się spodziewaliśmy i niż opisują w popularnych poradnikach dla rodziców. Oczywiście może też być zupełnie inaczej. Koleżanka opowiadała mi o tłumaczce, która z pomocą niani i rodziny zaraz po urodzeniu dziecka, wyrabiała się z pracą na pełny etat. Ja jednak wychodzę z założenia, że po to przysługuje mi urlop macierzyński i zasiłek, abym ten czas mogła przede wszystkim spędzać z dzieckiem, a kariera poczeka. Zresztą mogę zakończyć optymistycznym akcentem: klienci na mnie poczekali i w zasadzie dalej współpracuję ze wszystkimi kontrahentami, z którymi pracowałam przed porodem, a nawet nawiązałam kilka nowych ciekawych kontaktów. Naprawdę w branży tłumaczeniowej nie jest tak źle z chodzeniem na macierzyński. Ja poszłam na zwolnienie na dwa miesiące przed porodem, a pierwszą fakturę za samodzielnie wykonane tłumaczenie (w międzyczasie niektóre projekty podzlecałam) wystawiłam w styczniu, czyli nie byłam aktywna zawodowo przez 4 miesiące. Kawałek czasu, ale spotkałam się z pełnym zrozumieniem kontrahentów – ostatecznie przecież prawie każdy ma rodzinę i wie, jak to jest.

Jakie są moje plany na czas po urlopie macierzyńskim? Na razie kontynuuję pracę wieczorową i weekendową oraz zostaję z córką w domu. Przed porodem myśleliśmy o żłobku, ale teraz obydwoje z mężem widzimy, że na razie nasza córka mogłaby sobie nie poradzić, a przecież dlatego wybrałam takie studia i taką pracę, aby właśnie móc dłużej pobyć z dziećmi w domu. Niemniej jednak nie jest łatwo pracować na dwa etaty. Podziwiam tłumaczki z większą liczbą dzieci (Gosia to o Tobie :)).

A jak było u Was? Czy udało się Wam pogodzić freelancing i opiekę nad maluszkiem? Co zrobiłyście po urlopie macierzyńskim?

O różnych historiach mam-tłumaczek możecie poczytać w wątku na Forum Branżowym Tłumaczy (trzeba posiadać konto).

Dlaczego nowa ustawa o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego jest moim zdaniem niesprawiedliwa?

Powoli kończą się prace nad zmianą ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa. Obecnie projekt ustawy czeka już tylko na podpis Prezydenta. Dlaczego piszę o tej ustawie? Cóż, mocno pogorszy ona sytuację kobiet prowadzących działalność gospodarczą, które planują powiększenie rodziny. Celem nowej ustawy jest wyeliminowanie luki prawnej, której istnienie powodowało, że wiele kobiet zakładało działalność na miesiąc przed porodem, opłacało jedną składkę od najwyższej obowiązującej podstawy i w rezultacie przez rok urlopu macierzyńskiego otrzymywało około 5 tys. zł zasiłku miesiąc w miesiąc. Oczywiście taki proceder nie był szczególnie fair wobec wszystkich tych, którzy opłacają składki przez długie lata i nie korzystają z zasiłków, niemniej jednak sposób rozwiązania problemu moim zdaniem uderza również w kobiety, które uczciwie prowadziły działalność przed zajściem w ciążę i/lub zamierzają ją kontynuować również po powrocie z urlopu macierzyńskiego.

Zgodnie z projektem ustawy, aby uzyskać najwyższy zasiłek macierzyński trzeba będzie opłacać najwyższą składkę przez 12 miesięcy. Ciąża trwa zazwyczaj 9 miesięcy. A zatem do licznych zdolności przedsiębiorcy należy dorzucić umiejętność jasnowidzenia, aby przewidzieć z dużym prawdopodobieństwem na rok wcześniej, kiedy planujemy urodzić dziecko, zacząć odprowadzać wyższe składki, a następnie jeszcze w odpowiednim momencie zajść w ciążę. Proste i logiczne prawda? W czasach, w których coraz więcej par ma problemy z zajściem w ciążę, może się okazać, że w przypadku przedłużających się prac nad spłodzeniem potomka/potomkini bardziej będzie się opłacać odkładanie tych składek na konto i wypłacanie sobie zasiłku po porodzie samodzielnie. Ale jak tu przewidzieć, że akurat Ty i Twój Towarzysz Życia będziecie mieć jakieś trudności? A może będzie odwrotnie? Zajdziecie w ciążę znienacka i pozbawicie się szans na najwyższy zasiłek macierzyński, bo po potwierdzeniu ciąży zostanie raptem 7-8 miesięcy na opłacanie składek.

Oczywiście można powiedzieć, że jeżeli przedsiębiorczyni życzy sobie dostawać duży zasiłek macierzyński to powinna cały czas na wszelki wypadek płacić tak wysokie składki. Ostatecznie kobietom na etatach potrącane są składki w wysokości proporcjonalnej do wynagrodzenia. Moim zdaniem jednak trudno porównywać tu sytuację kobiet prowadzących działalność gospodarczą i kobiet pracujących na etatach. Kto, szukając pracy na etacie, sugeruje się kwotą brutto wynagrodzenia? Od razu patrzy się na kwotę netto, bo to są pieniądze, które faktycznie wpływają na konto. Przedsiębiorcy sami muszą na swoje składki zarobić, więc z oczywistych względów najczęściej opłacają najniższe, tym bardziej że nasze dochody rzadko bywają stale na tym samym poziomie.

Ponadto w rzeczywistości mamy na etacie mają możliwość wydłużenia sobie urlopu macierzyńskiego poprzez wzięcie płatnego urlopu wypoczynkowego, z czego, jak mogę powiedzieć, obserwując moje koleżanki, chętnie korzystają od razu po zakończeniu macierzyńskiego, aby jak najbardziej odwlec w czasie moment wysłania dziecka do żłobka/oddania go pod opiekę niani. Jako kobieta prowadząca działalność gospodarczą nie mam płatnego urlopu, więc de facto mam krótszy „macierzyński” o 26 dni roboczych. Jeżeli ma być tak sprawiedliwie, może posłowie wydłużyliby przedsiębiorcom urlop rodzicielski? Wiem, wiem przemawia przeze mnie zawiść, bo zostały mi już tylko 4 miesiące spokojnego siedzenia w domu z córcią z zabezpieczeniem finansowym z ZUS. No ale cóż – podobno dzieci rodzi się za mało, a kobiety trzeba mocno zachęcać do zakładania firm. Moim zdaniem ta zmiana ustawy nie wpłynie korzystnie ani na pierwszą, ani na drugą z tych kwestii. A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

PS

Zaznaczam, że nie jestem ekspertem w dziedzinie przepisów i zasiłków, więc po szczegółowe informacje na temat zmian lepiej zwrócić się do osób lepiej wykwalifikowanych w tym temacie.

PS2

Zachęcam wszystkich do podpisywania się pod petycją dotyczącą tej ustawy. W treści petycji znajdziecie również wiele innych argumentów przeciwko zmianie ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego oraz bardzo ciekawe wyliczenia dotyczące wysokości zasiłków po wprowadzeniu planowanych zmian.

 

Czym się różni solenizant od jubilata?

Czy solenizant obchodzi imieniny, a jubilat urodziny?

Czy kiedykolwiek na urodzinach kuzyna lub imieninach cioci zdarzyło się Wam uczestniczyć w dyskusji, czy osoba obchodząca swoje święto jest jubilatem, czy też solenizantem? Mnie niejednokrotnie. Zawsze stałam na stanowisku, że solenizant to osoba obchodząca imieniny, a jubilat urodziny. Dlatego, gdy ostatnio czytałam w jednej z gazet artykuł na temat urządzania urodzin małym dzieciom, w którym konsekwentnie używano słowa „solenizant”, strasznie się wzburzyłam, jak to możliwe, że dziennikarstwo w Polsce tak nisko upadło. Oczywiście natychmiast stwierdziłam, że napiszę o tym na blogu. Przedtem jednak zajrzałam do słownika, aby się upewnić…

Ciekawe książki na temat wychowania dwujęzycznego

W moim poprzednim poście na temat faktów i mitów dotyczących wychowywania dzieci dwujęzycznych powoływałam się na kilka pozycji, z których w szczególności polecam „The Bilingual Edge: The Ultimate Guide to Why, When and How to Teach Your Child a Second Language„. Można ją kupić na Amazonie za 11,49 dolarów w wersji na Kindle’a. Autorzy podeszli do tematu w bardzo praktyczny i przystępny sposób, omawiają zarówno wszystkie popularne mity dotyczące dwujęzyczności, sposoby nauczania drugiego języka, jak i potencjalne problemy, na które możemy się natknąć w tym procesie. W porównaniu z innymi pozycjami na ten temat znajdziemy w niej o wiele więcej informacji i przykładów dotyczących dwujęzycznego wychowania w sytuacji, w której żadne z rodziców nie jest native speakerem drugiego języka.

Dwujęzyczne wychowanie dziecka od urodzenia – fakty i mity

Dwujęzyczne wychowanie

Prawie od samego początku ciąży zastanawiamy się z mężem, czy nie warto by od urodzenia wprowadzać naszemu dziecku drugi język, aby w przyszłości ułatwić mu osiągnięcie wysokiego poziomu znajomości tego języka. W naszym przypadku na pewno byłby to angielski, bo obydwoje znamy go na bardzo wysokim poziomie, jesteśmy w stanie się nim swobodnie posługiwać w codziennych sytuacjach, czytać, używać w pracy itd. Niemniej jednak dwujęzyczne wychowanie otacza wiele mitów, które mogą skutecznie zniechęcać do podejmowania takich prób i narażać rodziców na silną krytykę ze strony otoczenia, mimo że maluchy, które już jako 2-3 latki potrafią zagadać w dwóch językach są powszechnie uważane za „słodkie” :). W dzisiejszym artykule będę chciała rozwiać kilka popularnych mitów na temat uczenia dzieci drugiego języka od kołyski.

Tłumaczka w ciąży – jak zorganizować sobie pracę i nie zbankrutować

W moim poprzednim wpisie ciążowym wymieniłam subiektywne wady bycia tłumaczką w ciąży. Skoro jednak czytasz ten wpis, to pewnie wady pracowania jako wolny strzelec nie powstrzymają/powstrzymały Cię przed powiększeniem rodziny (gratulacje!). I słusznie! Nie ma takich trudności, których nie można pokonać. Dlatego dzisiaj pragnę podzielić się z Wami moimi wskazówkami dotyczącymi tego, jak przetrwać ciążę i jednocześnie nie pogrążyć swojej działalności. Jeśli nie jesteś tłumaczką, ale również wykonujesz wolny zawód, nie opuszczaj tej strony – myślę, że wiele porad tu zawartych również Ci się przyda w trakcie ciąży.

Jak radzić sobie z problemami zdrowotnymi w ciąży?

Nie chcę tutaj wymieniać porad dotyczących typowych dolegliwości ciążowych takich jak mdłości czy senność, bo informacji na ten temat znajdziecie mnóstwo w poradnikach i na innych stronach. Chcę skupić się raczej na sytuacji, w której z jakichś powodów musisz w ciąży leżeć. Co zrobić, jeśli ze względów np. finansowych nie chcesz iść w takiej sytuacji na zwolnienie? Jak pogodzić konieczność leżenia z wykonywaniem zleceń? Czy da się to zrobić?

Tłumaczka w ciąży – wady i zalety pracy jako freelancer w stanie błogosławionym

Wybierając taki, a nie inny zawód, kierowałam się między innymi jego „przyjaznością” dla kobiet w ciąży i mam ze względu na możliwość elastycznej pracy z domu. W ostatnich miesiącach miałam i wciąż jeszcze przez jakieś 2-3 miesiące mam okazję przekonać się, jak zawód tłumacza pisemnego rzeczywiście sprawdza się w ciąży. Okazuje się, że tłumaczenie w ciąży ma swoje blaski i cienie, przy czym cienie w zasadzie są uniwersalne dla wszystkich zawodów wykonywanych w ramach prowadzenia jednoosobowej działalności gospodarczej.

Zalety:

  • pełna elastyczność godzin pracy (możesz w każdej chwili zrobić sobie przerwę na leżenie w łóżku, pracować krócej, gdy gorzej się czujesz itd.);
  • możliwość wygodnego kształtowania środowiska pracy (możesz tłumaczyć nawet, gdy leżysz w łóżku);
  • nie musisz się tłumaczyć swoim kontrahentom z tego, że jesteś w ciąży (chyba że zaliczysz jakąś wpadkę typu opóźnienie), bo przez telefon ani e-mail nikt ciąży nie zauważy, więc nie narażasz się z tego powodu na żadne nieprzyjemne uwagi i sugestie, że być może nie będziesz mieć do czego wracać po urlopie macierzyńskim. Jeśli już się komuś pochwalisz ciążą, wszyscy serdecznie Ci gratulują :);
  • brak konieczności dojeżdżania do pracy w upale/na mrozie, gdy Twoje możliwości ruchowe stają się coraz bardziej ograniczone (masz też mniejsze szanse na złapanie jakiegoś przeziębienia);
  • brak konieczności kupowania eleganckich strojów ciążowych = duża oszczędność (choć nie zachęcam do totalnej ciążowej abnegacji! Warto się ładnie ubierać, malować i czesać dla swojego dobrego samopoczucia, nie tylko w ciąży i nawet jeśli nie wychodzimy z domu);
  • możliwość przygotowywania dowolnej ilości zdrowych posiłków i ich spożywania o dowolnej porze (przydaje się w szczególności w przypadku cukrzycy ciążowej, gdy oprócz częstych posiłków o stałych porach należy jeszcze mierzyć cukier po godzinie od głównych posiłków);
  • nie musisz się zwalniać z pracy, aby zrobić niezbędne badania, możesz bez pośpiechu odstać swoje w publicznej służbie zdrowia;
  • w przerwach możesz spokojnie oddawać się przeglądaniu blogów parentingowych, sprawdzać ceny w sklepach, planować wyprawkę, polować na okazje, bo szef nie zajrzy Ci przez ramię.
  • dzięki pracy będziesz miała mniej czasu na niepotrzebne zamartwianie się, czy dziecko dobrze się rozwija, czy nie za bardzo przytyłaś, czy nie powinnaś już czuć ruchów albo czy nie czujesz ich zbyt rzadko, dzięki czemu zachowasz dobry nastrój, który jest w ciąży bardzo ważny;
  • dzięki powyższym zaletom prawdopodobnie będziesz w stanie dłużej pracować. W efekcie nie będziesz się nudzić i nie stracisz kontaktu z zawodem.

Wady:

  • prawdopodobnie będziesz pracować dłużej niż koleżanki na etatach, być może aż do rozwiązania, aby nie tracić kontaktu z zawodem (wiem, że prawie ten sam punkt wymieniłam w zaletach, ale naprawdę są to dwie strony tego samego medalu);
  • jeśli coś złego zadzieje się z Twoim zdrowiem, prawdopodobnie trudno będzie Ci od razu pójść na zwolnienie, bo przecież poprzyjmowałaś zlecenia, coś trzeba dokończyć, a być może będzie to w tym momencie dla Ciebie bardzo niekorzystne finansowo, bo jeszcze nie zwiększyłaś opłacanych składek. Jeśli będziesz musiała pozostać w szpitalu na dłuższy czas, prawdopodobnie zawalisz jakieś zlecenia, ale przecież takie rzeczy się zdarzają i bez ciąży, więc klienci na pewno Cię zrozumieją;
  • musisz odpowiednio wcześniej zastanowić się nad podniesieniem swoich składek ZUS, jeżeli na urlopie macierzyńskim chciałabyś otrzymywać większą kwotę zasiłku. Jeśli jesteś na etacie, zasiłek macierzyński jest po prostu obliczany na podstawie Twoich dochodów. W przypadku działalności sami deklarujemy wysokość składki;
  • pod koniec ciąży będzie Ci coraz mniej wygodnie siedzieć tak długo przed komputerem, więc prawdopodobnie Twoje dochody będą sukcesywnie maleć.

Jak widać, zalet zawodu tłumaczki w ciąży jest jednak zdecydowanie więcej niż wad, więc patrząc z perspektywy mojego III trymestru wstecz, naprawdę polecam ten zawód. Myślę, że moje spojrzenie na ten temat jest dość wypośrodkowane, bo moja ciąża (jak na razie) nie jest ani zupełnie bezproblemowa, ani bardzo trudna. Ponadto część wad pracy tłumacza można „zneutralizować”, podejmując wcześniej odpowiednie działania zapobiegawcze i dobrze się organizując. W moim następnym wpisie przedstawię zestaw porad, które pomogą Ci pogodzić bycie w ciąży z pracą jako tłumaczka pisemna bez strat dla działalności :).

Zachęcam wszystkie ciężarne tłumaczki do wypowiadania się w komentarzach (powinny już działać) na temat ich wrażeń dotyczących wykonywania tłumaczeń w ciąży. Chętnie poznam też Wasze sposoby na godzenie tłumaczeń z byciem mamą!

Co zrobić, gdy potrzebujesz tłumaczenia poświadczonego z języka angielskiego na niemiecki… i odwrotnie?

Ostatnio często zgłaszają się do mnie klienci, którzy pytają o możliwość przetłumaczenia przeze mnie np. aktu urodzenia lub innego dokumentu urzędowego z języka angielskiego na niemiecki lub z niemieckiego na angielski, ponieważ taką kombinację tłumaczeń również oferuję. Część klientów zdaje sobie sprawę z tego, że aby takie tłumaczenie miało odpowiednią „moc urzędową”, musi zostać wykonane przez tłumacza przysięgłego. Czy mogłabym w związku z tym wykonać takie tłumaczenie?

Z dwóch powodów moja odpowiedź brzmi „Niestety nie”.

Po pierwsze obecnie nie posiadam uprawnień do wykonywania tłumaczeń poświadczonych. Z uwagi na to, że specjalizuję się raczej w tekstach technicznych i medycznych, dotychczas nie zdecydowałam się na przystąpienie do państwowego egzaminu na tłumacza przysięgłego. Ponadto jestem zdania, że warto by rozdzielić funkcję tłumacza przysięgłego ustnego i pisemnego i tylko w takim przypadku zdecyduję się przystąpić do tego egzaminu. Jako tłumaczka pisemna bez żadnego doświadczenia w pracy jako tłumacz ustny nie podjęłabym się tłumaczenia np. na sali sądowej. Ale jest to temat na osobny wpis, więc przejdźmy do drugiego argumentu.

Po drugie zgodnie z art. 13 ustawy z dnia 25 listopada 2004 r. o zawodzie tłumacza przysięgłego (Dz.U. z dnia 27 grudnia 2004 r.) tłumacz przysięgły jest uprawniony do:

  1)  sporządzania i poświadczania tłumaczeń z języka obcego na język polski, z języka polskiego na język obcy, a także do sprawdzania i poświadczania tłumaczeń w tym zakresie, sporządzonych przez inne osoby;

2)  sporządzania poświadczonych odpisów pism w języku obcym, sprawdzania i poświadczania odpisów pism, sporządzonych w danym języku obcym przez inne osoby;

3)  dokonywania tłumaczenia ustnego.

W związku z tym tłumacz, który zdał w Polsce egzamin na tłumacza przysięgłego, może wykonywać tłumaczenia poświadczone w ramach pary języków, których dotyczył egzamin, przy czym jednym z tych języków musi być język polski.

Co w takim razie zrobić, jeśli potrzebne jest nam tłumaczenie poświadczone np. z języka niemieckiego na język angielski? Raczej nie poradzimy sobie tutaj bez pomocy tłumacza z kraju docelowego.

Jeżeli potrzebujemy tłumaczenia z języka angielskiego na język niemiecki:

  1. musimy skorzystać z usług tłumacza przysięgłego (beeidigter/vereidigter Dolmetscher /tłumacz ustny/ oder Übersetzer /tłumacz pisemny/) znającego język angielski
  2. w przypadku Niemiec możemy skorzystać z wyszukiwarki na poniższych stronach:
  3. w przypadku Austrii warto zajrzeć na poniższą stronę:
  4. Wyszukiwarkę tłumaczy przysięgłych ze Szwajcarii można z kolei znaleźć na stronie: http://www.astj.ch/de

Jeżeli potrzebujemy tłumaczenia z języka niemieckiego na język angielski, to sprawa jest znacznie prostsza, ponieważ ani w Zjednoczonym Królestwie, ani w USA nie funkcjonuje instytucja tłumacza przysięgłego (sworn translator). Aby tłumaczenie nadawało się do celów urzędowych, wystarczy wyraźne podanie tożsamości tłumacza na dokumencie, aby w razie stwierdzenia błędów można go było pociągnąć do odpowiedzialności :). W Stanach Zjednoczonych „tłumaczenie poświadczone” (certified translation) musi według organizacji ATA składać się z dokumentu źródłowego, dokumentu docelowego oraz oświadczenia podpisanego przez tłumacza lub przedstawiciela biura tłumaczeniowego dotyczącego precyzyjności i kompletności tłumaczenia. Co ważne, podpis musi być poświadczony przez notariusza, przy czym notariusz nie zaświadcza poprawności tłumaczenia, lecz tylko prawdziwość podpisu (więcej: http://theatacompass.org/2013/08/14/what-is-a-certified-translation/). Niektóre urzędy wymagają jednak, aby tłumacz wykonujący tłumaczenie był członkiem American Translators Association (ATA). Podobnie jest w Australii – tłumaczenia do celów urzędowych mogą wykonywać tylko tłumacze stowarzyszeni w National Accreditation Authority for Translators and Interpreters (NAATI). Wyszukiwarkę tłumaczy z Australii można znaleźć na tej stronie.

„A może by tak przetłumaczyć dany dokument urzędowy najpierw na język polski, a potem z polskiego na kolejny język obcy?”

Zdecydowanie odradzam takie postępowanie w przypadku dokumentów urzędowych. Po pierwsze dany urząd prawdopodobnie nie przyjmie takiego tłumaczenia, bo nie będzie ono wykonane z oryginału tylko z tłumaczenia oryginału. W efekcie tylko dwa razy Państwo zapłacą za usługę, a tłumaczenie do niczego się nie przyda. Po drugie ryzyko pojawienia się błędów w takiej sztafecie tłumaczeniowej jest bardzo duże. Wystarczy, że pierwszy tłumacz zrobi błąd w dacie lub nazwisku, a drugi już może nie być w stanie tego wychwycić. Może w przypadku kombinacji angielski – polski – niemiecki nie jest to aż tak prawdopodobne, ale gdyby dokument wyjściowy był zapisany np. cyrylicą? Z reguły jeśli musimy mieć tłumaczenie poświadczone, to dana sprawa jest dla nas bardzo istotna (ślub, urodziny dziecka, zakup domu, sprzedaż samochodu), więc naprawdę warto zainwestować w dobrego tłumacza, którego językiem ojczystym jest język docelowy – taka osoba będzie nie tylko najlepiej znać dany język, lecz także orientować się w zawiłościach urzędowych na miejscu i na pewno chętnie Państwu doradzi.

Mam nadzieję, że ten artykuł będzie dla Państwa przydatny. Oczywiście wszystkie uwagi w nim zawarte dotyczą nie tylko angielskiego i niemieckiego, ale dowolnej innej pary języków obcych. W razie potrzeby proszę o kontakt – chętnie udzielę dalszych informacji.

photo by:

Co należy zrobić przed odesłaniem tłumaczenia klientowi? Czyli parę słów o tłumaczeniowej liście kontrolnej…

Image courtesy of David Castillo Dominici / FreeDigitalPhotos.net

Pewnie często, tłumacząc teksty biznesowe z języka angielskiego, natykacie się na pojęcie listy kontrolnej, z ang. checklist. Na ogół takie wykazy mają formę listy z okienkami, które „odptaszkowuje” się w miarę wykonywania zadań. Dzięki temu mamy pewność, że wykonaliśmy wszystkie powierzone nam zadania i o niczym nie zapomnieliśmy. Takie listy kontrolne są obecnie często stosowane w biurach tłumaczeń i agencjach lokalizacyjnych. Po zakończeniu tłumaczenia musimy na przykład odznaczyć pola dotyczące naszego zlecenia, tj. sprawdzenia terminologii, poprawności językowej, kompletności dokumentu i co tam jeszcze autorowi checklisty przyjdzie do głowy. Następnie musimy się pod taką listą podpisać i ją odesłać, a firma, która zlecała nam tłumaczenie, ma na papierze gwarancję, że wywiązaliśmy się z powierzonych nam zadań. Oczywiście, jeśli okaże się, że w praktyce było inaczej, to możemy mieć nieprzyjemności :P.

Dla większości indywidualnych tłumaczy takie listy kontrolne to jedynie zbędna biurokracja, ja jednak jestem zdania, że w tym przypadku warto ściągnąć sobie ten pomysł od wielkich korporacji i dostosować go do naszych potrzeb. Warto przygotować sobie w wolnej chwili listę czynności, które koniecznie musimy wykonać przed odesłaniem dokumentu klientowi. Oczywiście nie musi być to jakiś pięknie sformatowany w Wordzie dokument (choć czemu nie!), na początek wystarczy odręcznie zapisana kartka umieszczona w jakimś dobrze widocznym miejscu, np. na tablicy korkowej lub pod przezroczystą podkładką na biurku. W zależności od trybu naszej pracy (tłumaczenie, weryfikacja, korekta) lista kontrolna może się zmieniać, ale wydaje mi się, że da się wyodrębnić kilka podstawowych czynności, które zawsze warto wykonać przed odesłaniem dokumentu, aby zapewnić jego wysoką jakość. Te czynności to:

7 ways to boost your career when you are still a translation student

Image courtesy of jscreationzs / FreeDigitalPhotos.net

First of all, start developing your career in translation while you are still studying! It’s much more difficult to start when you graduate from the university with virtually no experience – the pressure to start making a living out of translation is much greater and establishing yourself as a translator takes some time. I know that when you study languages it’s very tempting to give language classes here and there to earn some extra money. Moreover, the rates for teaching languages are higher than rates for translators at the beginning of their career (at least in the bigger cities in Poland), but if you really feel that translation is what you want to do in the future, it would be good to devote some time to make your start easier. How to do that? Here are some tips that worked for me:

1. Create your profile on career portals and websites for translators

You don’t feel it is necessary, because you don’t have anything to write about? It’s not true! You are a student of translation, don’t you? Write it! Describe the types of texts which you enjoy translating during translation classes, write about language certificates if you have any, add your picture and contact details (and for heaven’s sake please choose a professional e-mail address – no sweet1996_love_volleyball@gmail.com!), and keep updating your profiles when you gain any additional experience, skill, academic degree. Think about your hobbies. Maybe you have some expert knowledge in a certain field such as photography, computer games, fashion, sailing, etc. because you enjoy doing it in your free time. Some translation companies might look exactly for you. You may also write that you are willing to do some translations for non-profit organisations and initiatives…