Gabriela Janiszewska Translite

Tag Archives: freelancer

Perfekcyjna Mama i Freelancerka czyli 5 porad o godzeniu pracy i opieki nad dzieckiem

W poprzednim poście narzekałam, jak ciężko pracuje się na urlopie macierzyńskim (moje utyskiwania znajdziecie tutaj). Teraz, gdy roztoczyłam już przed Wami tę optymistyczną wizję, pragnę przekazać Wam też garść praktycznych porad dotyczących prowadzenia własnego biznesu z małym dzieckiem na ręku.

  1. Wyhoduj sobie trzecią rękę – będzie jak znalazł, żeby móc karmić i usypiać dziecko, jednocześnie pracując na komputerze ;-).

Taki żarcik – podobnie jak z tą perfekcyjnością w tytule :-). A teraz do rzeczy!

How to Avoid Frustration at Work?

Although freelancers are usually perceived by full-time employees as those happy individuals who work 3 hours a day sipping drinks on a beach (check out stereotypes about translators), we are as prone to get frustrated as any other worker. I would even argue that the frustration risk is much higher in our case, since many of us perform several functions in our businesses. We do our job (be it translation, taking and editing pictures, copywriting, etc.), perform marketing tasks, keep the books, clean the office, make tea/coffee, receive calls, etc. And while doing all these things, we struggle to meet the deadlines. Well then, check out my 5 tips on how not to get frustrated (at least that often):

MemoQ 2014 briefing and website updates

Sorry for not writing for so long. I have been really busy with several translation projects (I have been doing some medical translations and a pretty big telecommunications project and many many smaller things), decorating our new home and another big project that I will probably describe to you quite soon so stay tuned ;).

I have just finished a briefing on new memoQ release. As a translation blogger, I have been asked to check out the new version of this software and share with you my opinions on new features. From what I have learnt during the meeting, the memoQ team has introduced 71 new features and some of them sound really interesting. I am particularly keen to test project templates, image localization and grammar checker function. According to the briefing document that I have received, the project templates might be helpful in creating projects that are similar to each other. I think that I might use this function to create medical projects for separate clients and automatically assign to them my medical TMs and TBs.

Co należy zrobić przed odesłaniem tłumaczenia klientowi? Czyli parę słów o tłumaczeniowej liście kontrolnej…

Image courtesy of David Castillo Dominici / FreeDigitalPhotos.net

Pewnie często, tłumacząc teksty biznesowe z języka angielskiego, natykacie się na pojęcie listy kontrolnej, z ang. checklist. Na ogół takie wykazy mają formę listy z okienkami, które „odptaszkowuje” się w miarę wykonywania zadań. Dzięki temu mamy pewność, że wykonaliśmy wszystkie powierzone nam zadania i o niczym nie zapomnieliśmy. Takie listy kontrolne są obecnie często stosowane w biurach tłumaczeń i agencjach lokalizacyjnych. Po zakończeniu tłumaczenia musimy na przykład odznaczyć pola dotyczące naszego zlecenia, tj. sprawdzenia terminologii, poprawności językowej, kompletności dokumentu i co tam jeszcze autorowi checklisty przyjdzie do głowy. Następnie musimy się pod taką listą podpisać i ją odesłać, a firma, która zlecała nam tłumaczenie, ma na papierze gwarancję, że wywiązaliśmy się z powierzonych nam zadań. Oczywiście, jeśli okaże się, że w praktyce było inaczej, to możemy mieć nieprzyjemności :P.

Dla większości indywidualnych tłumaczy takie listy kontrolne to jedynie zbędna biurokracja, ja jednak jestem zdania, że w tym przypadku warto ściągnąć sobie ten pomysł od wielkich korporacji i dostosować go do naszych potrzeb. Warto przygotować sobie w wolnej chwili listę czynności, które koniecznie musimy wykonać przed odesłaniem dokumentu klientowi. Oczywiście nie musi być to jakiś pięknie sformatowany w Wordzie dokument (choć czemu nie!), na początek wystarczy odręcznie zapisana kartka umieszczona w jakimś dobrze widocznym miejscu, np. na tablicy korkowej lub pod przezroczystą podkładką na biurku. W zależności od trybu naszej pracy (tłumaczenie, weryfikacja, korekta) lista kontrolna może się zmieniać, ale wydaje mi się, że da się wyodrębnić kilka podstawowych czynności, które zawsze warto wykonać przed odesłaniem dokumentu, aby zapewnić jego wysoką jakość. Te czynności to:

Próbki tłumaczeniowe – tylko ostrożnie!

Time Effort Money

Dzisiejszy wpis będzie dotyczył ciemnej strony branży tłumaczeniowej, a mianowicie nieuczciwych biur tłumaczeń/tłumaczy/klientów wysyłających „fałszywe” próbki tłumaczeń. Co mam na myśli, pisząc „fałszywe”? Chodzi mi o próbki, które w zamyśle osoby je kompilującej nie mają wcale sprawdzać wiedzy i umiejętności tłumacza, a jedynie służyć pozyskaniu tekstu w języku docelowym – oczywiście za darmo. Takie zjawisko z całą pewnością występuje na rynku tłumaczeń literackich (sprawa wydawnictwa Amber opisana na przykład tutaj), ale podejrzewam, że również na rynku tłumaczeń innych niż literackie, czyli takich, którymi zajmuję się na co dzień. Przy okazji aplikowania do różnych biur tłumaczeń kilka razy miałam już wrażenie, że moja starannie wykonana próbka została wykorzystana do stworzenia i sprzedania pełnego „tłumaczeniowego dzieła”. Szczerze mówiąc, ciężko mi sobie wyobrazić sens świadczenia usług tłumaczeniowych w oparciu o darmowe próbki, bo o ile terminologię w tekstach można ujednolić, to taki nieuczciwy zleceniodawca nie może mieć pewności, że wszyscy zainteresowani potencjalną współpracą tłumacze rzeczywiście tłumaczyć potrafią i że ten kolektywny twór będzie dawał się czytać.

Na szczęście większość biur tłumaczeń nie stosuje takich praktyk, niemniej jednak myślę, że warto zwrócić uwagę na pewne kwestie, które mogą świadczyć o tym, że nasz potencjalny pracodawca nie postępuje całkiem fair. W takich przypadkach uważam, że warto odpuścić sobie tłumaczenie próbki, a zaoszczędzony czas przeznaczyć na inne działania, jak choćby upiększanie profilu na portalu Globtra lub Proz.com :).

Z moich obserwacji, a także z lektury forów branżowych wynika, że należy wystrzegać się próbek, które są:

1. Przysyłane do nas z niezbyt profesjonalnego adresu e-mail, typu misio_pysio@browar.pl. Swoją drogą zachęcam do przyjrzenia się własnemu adresowi e-mail pod tym kątem :).

2. Sygnowane przez firmy-krzaki, zupełnie nieznane w branży tłumaczeń. Zresztą przed przystąpieniem do współpracy z jakimkolwiek biurem warto zajrzeć na Wywiadownię Branżowego Forum Tłumaczy.

3. Podejrzanie długie. Trzeba się dobrze zastanowić, zanim zabierzemy się za tłumaczenie nieliterackiej próbki dłuższej niż 1-2 strony rozliczeniowe. Oczywiście mam na myśli teksty dotyczące jednego tematu. Jeżeli zadeklarowaliśmy, że specjalizujemy się w większej liczbie dziedzin, to oczywiście łączna objętość próbki może być większa.

4. Jedną całością. Nawet jeżeli tekst jest krótki, ale stanowi kompletną całość – na przykład jest to ulotka jakiegoś kosmetyku – powinno nas to zastanowić. Trzy lata temu zdarzył mi się tego typu przypadek – przetłumaczyłam na próbę ulotkę kosmetyku. Kiedy próbowałam dowiedzieć się, jak mi poszło, okazało się, że takiej firmy nie ma i nie było, ale za to na forach mogłam poczytać opinie innych poszkodowanych. Najczęściej próbki są fragmentami jakiejś większej całości – częścią dialogu z gry, fragmentem dokumentu, jednym akapitem z instrukcji itp. Z mojego doświadczenia z pracy weryfikatora wynika, że nawet kilka zdań wystarczy, aby stwierdzić, czy ktoś dobrze tłumaczy.

Z drugiej strony, możemy być spokojni, że tekst jest rzeczywiście próbką tłumaczeniową danej firmy, jeśli tłumacze poszukują w internecie, np. na KudoZ, całych fraz z danego dokumentu :). Bądź co bądź, jak często można zmieniać próbki tłumaczeniowe (choć co jakiś czas z pewnością trzeba).

Oczywiście nie można zakładać, że dana firma nas niecnie wykorzystała, bo się do nas nie odezwała po otrzymaniu próbki. Po pierwsze, mogło się okazać, że po prostu nie spełniamy oczekiwań klienta, chociaż w tym przypadku w dobrym tonie byłoby odpisanie czekającemu tłumaczowi. Bądźmy jednak choć trochę wyrozumiali dla biur tłumaczeń – codziennie ich pracownicy kontaktują się z setkami tłumaczy i mogli o nas (wstyd i hańba!) zapomnieć. Często próbka długi czas oczekuje na sprawdzenie, bo moce przerobowe działu weryfikacji są ograniczone. W obu tych przypadkach zachęcam do telefonicznego lub mailowego przypomnienia się, choć wiem, że niektórzy mają do tego wrodzoną awersję. Szkoda by było stracić świetną okazję do nawiązania współpracy tylko dlatego, że nasza próbka wpadła za szafkę, prawda?

Mam nadzieję, że te kilka porad pozwoli Wam zaoszczędzić nieco czasu przy okazji poszukiwania nowych klientów. A może i Wy macie jakieś wskazówki dotyczące tego, jak unikać nieuczciwych zleceniodawców? Zachęcam do komentowania (przycisk Submit w komentarzach jest już widoczny).