Gabriela Janiszewska Translite

Tag Archives: freelancing

Perfekcyjna Mama i Freelancerka czyli 5 porad o godzeniu pracy i opieki nad dzieckiem

W poprzednim poście narzekałam, jak ciężko pracuje się na urlopie macierzyńskim (moje utyskiwania znajdziecie tutaj). Teraz, gdy roztoczyłam już przed Wami tę optymistyczną wizję, pragnę przekazać Wam też garść praktycznych porad dotyczących prowadzenia własnego biznesu z małym dzieckiem na ręku.

  1. Wyhoduj sobie trzecią rękę – będzie jak znalazł, żeby móc karmić i usypiać dziecko, jednocześnie pracując na komputerze ;-).

Taki żarcik – podobnie jak z tą perfekcyjnością w tytule :-). A teraz do rzeczy!

Translite is Four Years Old

As a mummy of this very demanding, time-consuming, but much loved and cared-for child of four, I have created a wishlist with all the gifts that my company would dearly appreciate ;-).

Yippee I'm 4

 

Praca z domu na urlopie macierzyńskim – bez lukru

Pod koniec ciąży napisałam artykuł o tym, jak mi się pracowało zdalnie w tym błogosławionym stanie. Teraz, gdy mój urlop macierzyński się skończył, czas na drugą część tego cyklu czyli wrażenia mamuśki-freelancerki.

W internecie można natknąć się na artykuły, których autorzy przekonują, że urlop macierzyński to świetny czas na rozkręcenie własnego biznesu, aby gdy nasz 12-miesięczny „urlop” (znacie ten dowcip –> patrz obrazek) się skończy, nie trzeba było wracać do kieratu, tylko móc elastycznie łączyć pracę zawodową z wychowywaniem malucha. I co? Z mojej perspektywy rozkręcenie czegokolwiek w tym czasie byłoby szaleństwem. Owszem da się kontynuować prowadzenie działalności, ale to, w jakim wymiarze, zależy przede wszystkim od… dziecka.

Moja córcia jest typowym pieszczoszkiem, który praktycznie od samego początku nie śpi w swoim łóżeczku tylko na mnie lub z nami w łóżku (ewentualnie w wózku lub nosidle) oraz nie toleruje zbyt długiej rozłąki z mamą (na razie najdłużej 1,5 godziny). Ponadto szkoda jej czasu na przesypianie odcinków dłuższych niż 2 godziny w nocy i 45 minut w dzień, więc o pracy zawodowej w ciągu dnia mogłam zapomnieć.

Jak się zatem organizowałam? Przede wszystkim pracowałam i pracuję wieczorami, siedząc w łóżku i jednocześnie pilnując śpiącej tam córki. Jako że córka pada między 19 a 21, siłą rzeczy zostają mi jakieś 2-3 godziny, zanim obydwoje z mężem też nie zapragniemy udać się na zasłużony odpoczynek. Do tego czasami uda mi się popracować w weekendy, gdy córką zajmuje się mąż, ale z tym bywa ciężko, bo L. co jakiś czas do mnie przybiega i domaga się uwagi/wzięcia na ręce/na kolana/karmienia piersią. Jeżeli zamknę się w pokoju, to potrafi się dobijać ;-). Na szczęście dzieci mają to do siebie, że powolutku dorastają i cały czas się zmieniają. Na przykład w ostatnich dniach L. nauczyła się spać w nieruchomym wózku, więc w ramach spaceru czasami wystawiam wózek z nią na taras i wtedy mogę pracować w domu i mieć na nią oko. Niemniej jednak warto pamiętać, że dzieci zwłaszcza tak małe mają różne okresy i za chwilę może być gorzej lub lepiej.Urlop macierzyński

Pewnie to, co napisałam powyżej, wygląda na typowe malkontenctwo zmęczonej mamuśki i grubą przesadę, ale jednak decydując się na pracę zdalną na urlopie macierzyńskim, warto wziąć pod uwagę, że dziecko, które się urodzi, może nie być „książkowe” i może potrzebować więcej bliskości, niż się spodziewaliśmy i niż opisują w popularnych poradnikach dla rodziców. Oczywiście może też być zupełnie inaczej. Koleżanka opowiadała mi o tłumaczce, która z pomocą niani i rodziny zaraz po urodzeniu dziecka, wyrabiała się z pracą na pełny etat. Ja jednak wychodzę z założenia, że po to przysługuje mi urlop macierzyński i zasiłek, abym ten czas mogła przede wszystkim spędzać z dzieckiem, a kariera poczeka. Zresztą mogę zakończyć optymistycznym akcentem: klienci na mnie poczekali i w zasadzie dalej współpracuję ze wszystkimi kontrahentami, z którymi pracowałam przed porodem, a nawet nawiązałam kilka nowych ciekawych kontaktów. Naprawdę w branży tłumaczeniowej nie jest tak źle z chodzeniem na macierzyński. Ja poszłam na zwolnienie na dwa miesiące przed porodem, a pierwszą fakturę za samodzielnie wykonane tłumaczenie (w międzyczasie niektóre projekty podzlecałam) wystawiłam w styczniu, czyli nie byłam aktywna zawodowo przez 4 miesiące. Kawałek czasu, ale spotkałam się z pełnym zrozumieniem kontrahentów – ostatecznie przecież prawie każdy ma rodzinę i wie, jak to jest.

Jakie są moje plany na czas po urlopie macierzyńskim? Na razie kontynuuję pracę wieczorową i weekendową oraz zostaję z córką w domu. Przed porodem myśleliśmy o żłobku, ale teraz obydwoje z mężem widzimy, że na razie nasza córka mogłaby sobie nie poradzić, a przecież dlatego wybrałam takie studia i taką pracę, aby właśnie móc dłużej pobyć z dziećmi w domu. Niemniej jednak nie jest łatwo pracować na dwa etaty. Podziwiam tłumaczki z większą liczbą dzieci (Gosia to o Tobie :)).

A jak było u Was? Czy udało się Wam pogodzić freelancing i opiekę nad maluszkiem? Co zrobiłyście po urlopie macierzyńskim?

O różnych historiach mam-tłumaczek możecie poczytać w wątku na Forum Branżowym Tłumaczy (trzeba posiadać konto).

How to Avoid Frustration at Work?

Although freelancers are usually perceived by full-time employees as those happy individuals who work 3 hours a day sipping drinks on a beach (check out stereotypes about translators), we are as prone to get frustrated as any other worker. I would even argue that the frustration risk is much higher in our case, since many of us perform several functions in our businesses. We do our job (be it translation, taking and editing pictures, copywriting, etc.), perform marketing tasks, keep the books, clean the office, make tea/coffee, receive calls, etc. And while doing all these things, we struggle to meet the deadlines. Well then, check out my 5 tips on how not to get frustrated (at least that often):

Co należy zrobić przed odesłaniem tłumaczenia klientowi? Czyli parę słów o tłumaczeniowej liście kontrolnej…

Image courtesy of David Castillo Dominici / FreeDigitalPhotos.net

Pewnie często, tłumacząc teksty biznesowe z języka angielskiego, natykacie się na pojęcie listy kontrolnej, z ang. checklist. Na ogół takie wykazy mają formę listy z okienkami, które „odptaszkowuje” się w miarę wykonywania zadań. Dzięki temu mamy pewność, że wykonaliśmy wszystkie powierzone nam zadania i o niczym nie zapomnieliśmy. Takie listy kontrolne są obecnie często stosowane w biurach tłumaczeń i agencjach lokalizacyjnych. Po zakończeniu tłumaczenia musimy na przykład odznaczyć pola dotyczące naszego zlecenia, tj. sprawdzenia terminologii, poprawności językowej, kompletności dokumentu i co tam jeszcze autorowi checklisty przyjdzie do głowy. Następnie musimy się pod taką listą podpisać i ją odesłać, a firma, która zlecała nam tłumaczenie, ma na papierze gwarancję, że wywiązaliśmy się z powierzonych nam zadań. Oczywiście, jeśli okaże się, że w praktyce było inaczej, to możemy mieć nieprzyjemności :P.

Dla większości indywidualnych tłumaczy takie listy kontrolne to jedynie zbędna biurokracja, ja jednak jestem zdania, że w tym przypadku warto ściągnąć sobie ten pomysł od wielkich korporacji i dostosować go do naszych potrzeb. Warto przygotować sobie w wolnej chwili listę czynności, które koniecznie musimy wykonać przed odesłaniem dokumentu klientowi. Oczywiście nie musi być to jakiś pięknie sformatowany w Wordzie dokument (choć czemu nie!), na początek wystarczy odręcznie zapisana kartka umieszczona w jakimś dobrze widocznym miejscu, np. na tablicy korkowej lub pod przezroczystą podkładką na biurku. W zależności od trybu naszej pracy (tłumaczenie, weryfikacja, korekta) lista kontrolna może się zmieniać, ale wydaje mi się, że da się wyodrębnić kilka podstawowych czynności, które zawsze warto wykonać przed odesłaniem dokumentu, aby zapewnić jego wysoką jakość. Te czynności to:

7 ways to boost your career when you are still a translation student

Image courtesy of jscreationzs / FreeDigitalPhotos.net

First of all, start developing your career in translation while you are still studying! It’s much more difficult to start when you graduate from the university with virtually no experience – the pressure to start making a living out of translation is much greater and establishing yourself as a translator takes some time. I know that when you study languages it’s very tempting to give language classes here and there to earn some extra money. Moreover, the rates for teaching languages are higher than rates for translators at the beginning of their career (at least in the bigger cities in Poland), but if you really feel that translation is what you want to do in the future, it would be good to devote some time to make your start easier. How to do that? Here are some tips that worked for me:

1. Create your profile on career portals and websites for translators

You don’t feel it is necessary, because you don’t have anything to write about? It’s not true! You are a student of translation, don’t you? Write it! Describe the types of texts which you enjoy translating during translation classes, write about language certificates if you have any, add your picture and contact details (and for heaven’s sake please choose a professional e-mail address – no sweet1996_love_volleyball@gmail.com!), and keep updating your profiles when you gain any additional experience, skill, academic degree. Think about your hobbies. Maybe you have some expert knowledge in a certain field such as photography, computer games, fashion, sailing, etc. because you enjoy doing it in your free time. Some translation companies might look exactly for you. You may also write that you are willing to do some translations for non-profit organisations and initiatives…