Gabriela Janiszewska Translite

Tag Archives: praca freelancera

Perfekcyjna Mama i Freelancerka czyli 5 porad o godzeniu pracy i opieki nad dzieckiem

W poprzednim poście narzekałam, jak ciężko pracuje się na urlopie macierzyńskim (moje utyskiwania znajdziecie tutaj). Teraz, gdy roztoczyłam już przed Wami tę optymistyczną wizję, pragnę przekazać Wam też garść praktycznych porad dotyczących prowadzenia własnego biznesu z małym dzieckiem na ręku.

  1. Wyhoduj sobie trzecią rękę – będzie jak znalazł, żeby móc karmić i usypiać dziecko, jednocześnie pracując na komputerze ;-).

Taki żarcik – podobnie jak z tą perfekcyjnością w tytule :-). A teraz do rzeczy!

Praca z domu na urlopie macierzyńskim – bez lukru

Pod koniec ciąży napisałam artykuł o tym, jak mi się pracowało zdalnie w tym błogosławionym stanie. Teraz, gdy mój urlop macierzyński się skończył, czas na drugą część tego cyklu czyli wrażenia mamuśki-freelancerki.

W internecie można natknąć się na artykuły, których autorzy przekonują, że urlop macierzyński to świetny czas na rozkręcenie własnego biznesu, aby gdy nasz 12-miesięczny „urlop” (znacie ten dowcip –> patrz obrazek) się skończy, nie trzeba było wracać do kieratu, tylko móc elastycznie łączyć pracę zawodową z wychowywaniem malucha. I co? Z mojej perspektywy rozkręcenie czegokolwiek w tym czasie byłoby szaleństwem. Owszem da się kontynuować prowadzenie działalności, ale to, w jakim wymiarze, zależy przede wszystkim od… dziecka.

Moja córcia jest typowym pieszczoszkiem, który praktycznie od samego początku nie śpi w swoim łóżeczku tylko na mnie lub z nami w łóżku (ewentualnie w wózku lub nosidle) oraz nie toleruje zbyt długiej rozłąki z mamą (na razie najdłużej 1,5 godziny). Ponadto szkoda jej czasu na przesypianie odcinków dłuższych niż 2 godziny w nocy i 45 minut w dzień, więc o pracy zawodowej w ciągu dnia mogłam zapomnieć.

Jak się zatem organizowałam? Przede wszystkim pracowałam i pracuję wieczorami, siedząc w łóżku i jednocześnie pilnując śpiącej tam córki. Jako że córka pada między 19 a 21, siłą rzeczy zostają mi jakieś 2-3 godziny, zanim obydwoje z mężem też nie zapragniemy udać się na zasłużony odpoczynek. Do tego czasami uda mi się popracować w weekendy, gdy córką zajmuje się mąż, ale z tym bywa ciężko, bo L. co jakiś czas do mnie przybiega i domaga się uwagi/wzięcia na ręce/na kolana/karmienia piersią. Jeżeli zamknę się w pokoju, to potrafi się dobijać ;-). Na szczęście dzieci mają to do siebie, że powolutku dorastają i cały czas się zmieniają. Na przykład w ostatnich dniach L. nauczyła się spać w nieruchomym wózku, więc w ramach spaceru czasami wystawiam wózek z nią na taras i wtedy mogę pracować w domu i mieć na nią oko. Niemniej jednak warto pamiętać, że dzieci zwłaszcza tak małe mają różne okresy i za chwilę może być gorzej lub lepiej.Urlop macierzyński

Pewnie to, co napisałam powyżej, wygląda na typowe malkontenctwo zmęczonej mamuśki i grubą przesadę, ale jednak decydując się na pracę zdalną na urlopie macierzyńskim, warto wziąć pod uwagę, że dziecko, które się urodzi, może nie być „książkowe” i może potrzebować więcej bliskości, niż się spodziewaliśmy i niż opisują w popularnych poradnikach dla rodziców. Oczywiście może też być zupełnie inaczej. Koleżanka opowiadała mi o tłumaczce, która z pomocą niani i rodziny zaraz po urodzeniu dziecka, wyrabiała się z pracą na pełny etat. Ja jednak wychodzę z założenia, że po to przysługuje mi urlop macierzyński i zasiłek, abym ten czas mogła przede wszystkim spędzać z dzieckiem, a kariera poczeka. Zresztą mogę zakończyć optymistycznym akcentem: klienci na mnie poczekali i w zasadzie dalej współpracuję ze wszystkimi kontrahentami, z którymi pracowałam przed porodem, a nawet nawiązałam kilka nowych ciekawych kontaktów. Naprawdę w branży tłumaczeniowej nie jest tak źle z chodzeniem na macierzyński. Ja poszłam na zwolnienie na dwa miesiące przed porodem, a pierwszą fakturę za samodzielnie wykonane tłumaczenie (w międzyczasie niektóre projekty podzlecałam) wystawiłam w styczniu, czyli nie byłam aktywna zawodowo przez 4 miesiące. Kawałek czasu, ale spotkałam się z pełnym zrozumieniem kontrahentów – ostatecznie przecież prawie każdy ma rodzinę i wie, jak to jest.

Jakie są moje plany na czas po urlopie macierzyńskim? Na razie kontynuuję pracę wieczorową i weekendową oraz zostaję z córką w domu. Przed porodem myśleliśmy o żłobku, ale teraz obydwoje z mężem widzimy, że na razie nasza córka mogłaby sobie nie poradzić, a przecież dlatego wybrałam takie studia i taką pracę, aby właśnie móc dłużej pobyć z dziećmi w domu. Niemniej jednak nie jest łatwo pracować na dwa etaty. Podziwiam tłumaczki z większą liczbą dzieci (Gosia to o Tobie :)).

A jak było u Was? Czy udało się Wam pogodzić freelancing i opiekę nad maluszkiem? Co zrobiłyście po urlopie macierzyńskim?

O różnych historiach mam-tłumaczek możecie poczytać w wątku na Forum Branżowym Tłumaczy (trzeba posiadać konto).

Dlaczego nowa ustawa o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego jest moim zdaniem niesprawiedliwa?

Powoli kończą się prace nad zmianą ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa. Obecnie projekt ustawy czeka już tylko na podpis Prezydenta. Dlaczego piszę o tej ustawie? Cóż, mocno pogorszy ona sytuację kobiet prowadzących działalność gospodarczą, które planują powiększenie rodziny. Celem nowej ustawy jest wyeliminowanie luki prawnej, której istnienie powodowało, że wiele kobiet zakładało działalność na miesiąc przed porodem, opłacało jedną składkę od najwyższej obowiązującej podstawy i w rezultacie przez rok urlopu macierzyńskiego otrzymywało około 5 tys. zł zasiłku miesiąc w miesiąc. Oczywiście taki proceder nie był szczególnie fair wobec wszystkich tych, którzy opłacają składki przez długie lata i nie korzystają z zasiłków, niemniej jednak sposób rozwiązania problemu moim zdaniem uderza również w kobiety, które uczciwie prowadziły działalność przed zajściem w ciążę i/lub zamierzają ją kontynuować również po powrocie z urlopu macierzyńskiego.

Zgodnie z projektem ustawy, aby uzyskać najwyższy zasiłek macierzyński trzeba będzie opłacać najwyższą składkę przez 12 miesięcy. Ciąża trwa zazwyczaj 9 miesięcy. A zatem do licznych zdolności przedsiębiorcy należy dorzucić umiejętność jasnowidzenia, aby przewidzieć z dużym prawdopodobieństwem na rok wcześniej, kiedy planujemy urodzić dziecko, zacząć odprowadzać wyższe składki, a następnie jeszcze w odpowiednim momencie zajść w ciążę. Proste i logiczne prawda? W czasach, w których coraz więcej par ma problemy z zajściem w ciążę, może się okazać, że w przypadku przedłużających się prac nad spłodzeniem potomka/potomkini bardziej będzie się opłacać odkładanie tych składek na konto i wypłacanie sobie zasiłku po porodzie samodzielnie. Ale jak tu przewidzieć, że akurat Ty i Twój Towarzysz Życia będziecie mieć jakieś trudności? A może będzie odwrotnie? Zajdziecie w ciążę znienacka i pozbawicie się szans na najwyższy zasiłek macierzyński, bo po potwierdzeniu ciąży zostanie raptem 7-8 miesięcy na opłacanie składek.

Oczywiście można powiedzieć, że jeżeli przedsiębiorczyni życzy sobie dostawać duży zasiłek macierzyński to powinna cały czas na wszelki wypadek płacić tak wysokie składki. Ostatecznie kobietom na etatach potrącane są składki w wysokości proporcjonalnej do wynagrodzenia. Moim zdaniem jednak trudno porównywać tu sytuację kobiet prowadzących działalność gospodarczą i kobiet pracujących na etatach. Kto, szukając pracy na etacie, sugeruje się kwotą brutto wynagrodzenia? Od razu patrzy się na kwotę netto, bo to są pieniądze, które faktycznie wpływają na konto. Przedsiębiorcy sami muszą na swoje składki zarobić, więc z oczywistych względów najczęściej opłacają najniższe, tym bardziej że nasze dochody rzadko bywają stale na tym samym poziomie.

Ponadto w rzeczywistości mamy na etacie mają możliwość wydłużenia sobie urlopu macierzyńskiego poprzez wzięcie płatnego urlopu wypoczynkowego, z czego, jak mogę powiedzieć, obserwując moje koleżanki, chętnie korzystają od razu po zakończeniu macierzyńskiego, aby jak najbardziej odwlec w czasie moment wysłania dziecka do żłobka/oddania go pod opiekę niani. Jako kobieta prowadząca działalność gospodarczą nie mam płatnego urlopu, więc de facto mam krótszy „macierzyński” o 26 dni roboczych. Jeżeli ma być tak sprawiedliwie, może posłowie wydłużyliby przedsiębiorcom urlop rodzicielski? Wiem, wiem przemawia przeze mnie zawiść, bo zostały mi już tylko 4 miesiące spokojnego siedzenia w domu z córcią z zabezpieczeniem finansowym z ZUS. No ale cóż – podobno dzieci rodzi się za mało, a kobiety trzeba mocno zachęcać do zakładania firm. Moim zdaniem ta zmiana ustawy nie wpłynie korzystnie ani na pierwszą, ani na drugą z tych kwestii. A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

PS

Zaznaczam, że nie jestem ekspertem w dziedzinie przepisów i zasiłków, więc po szczegółowe informacje na temat zmian lepiej zwrócić się do osób lepiej wykwalifikowanych w tym temacie.

PS2

Zachęcam wszystkich do podpisywania się pod petycją dotyczącą tej ustawy. W treści petycji znajdziecie również wiele innych argumentów przeciwko zmianie ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego oraz bardzo ciekawe wyliczenia dotyczące wysokości zasiłków po wprowadzeniu planowanych zmian.

 

Tłumaczka w ciąży – jak zorganizować sobie pracę i nie zbankrutować

W moim poprzednim wpisie ciążowym wymieniłam subiektywne wady bycia tłumaczką w ciąży. Skoro jednak czytasz ten wpis, to pewnie wady pracowania jako wolny strzelec nie powstrzymają/powstrzymały Cię przed powiększeniem rodziny (gratulacje!). I słusznie! Nie ma takich trudności, których nie można pokonać. Dlatego dzisiaj pragnę podzielić się z Wami moimi wskazówkami dotyczącymi tego, jak przetrwać ciążę i jednocześnie nie pogrążyć swojej działalności. Jeśli nie jesteś tłumaczką, ale również wykonujesz wolny zawód, nie opuszczaj tej strony – myślę, że wiele porad tu zawartych również Ci się przyda w trakcie ciąży.

Jak radzić sobie z problemami zdrowotnymi w ciąży?

Nie chcę tutaj wymieniać porad dotyczących typowych dolegliwości ciążowych takich jak mdłości czy senność, bo informacji na ten temat znajdziecie mnóstwo w poradnikach i na innych stronach. Chcę skupić się raczej na sytuacji, w której z jakichś powodów musisz w ciąży leżeć. Co zrobić, jeśli ze względów np. finansowych nie chcesz iść w takiej sytuacji na zwolnienie? Jak pogodzić konieczność leżenia z wykonywaniem zleceń? Czy da się to zrobić?

Tłumaczka w ciąży – wady i zalety pracy jako freelancer w stanie błogosławionym

Wybierając taki, a nie inny zawód, kierowałam się między innymi jego „przyjaznością” dla kobiet w ciąży i mam ze względu na możliwość elastycznej pracy z domu. W ostatnich miesiącach miałam i wciąż jeszcze przez jakieś 2-3 miesiące mam okazję przekonać się, jak zawód tłumacza pisemnego rzeczywiście sprawdza się w ciąży. Okazuje się, że tłumaczenie w ciąży ma swoje blaski i cienie, przy czym cienie w zasadzie są uniwersalne dla wszystkich zawodów wykonywanych w ramach prowadzenia jednoosobowej działalności gospodarczej.

Zalety:

  • pełna elastyczność godzin pracy (możesz w każdej chwili zrobić sobie przerwę na leżenie w łóżku, pracować krócej, gdy gorzej się czujesz itd.);
  • możliwość wygodnego kształtowania środowiska pracy (możesz tłumaczyć nawet, gdy leżysz w łóżku);
  • nie musisz się tłumaczyć swoim kontrahentom z tego, że jesteś w ciąży (chyba że zaliczysz jakąś wpadkę typu opóźnienie), bo przez telefon ani e-mail nikt ciąży nie zauważy, więc nie narażasz się z tego powodu na żadne nieprzyjemne uwagi i sugestie, że być może nie będziesz mieć do czego wracać po urlopie macierzyńskim. Jeśli już się komuś pochwalisz ciążą, wszyscy serdecznie Ci gratulują :);
  • brak konieczności dojeżdżania do pracy w upale/na mrozie, gdy Twoje możliwości ruchowe stają się coraz bardziej ograniczone (masz też mniejsze szanse na złapanie jakiegoś przeziębienia);
  • brak konieczności kupowania eleganckich strojów ciążowych = duża oszczędność (choć nie zachęcam do totalnej ciążowej abnegacji! Warto się ładnie ubierać, malować i czesać dla swojego dobrego samopoczucia, nie tylko w ciąży i nawet jeśli nie wychodzimy z domu);
  • możliwość przygotowywania dowolnej ilości zdrowych posiłków i ich spożywania o dowolnej porze (przydaje się w szczególności w przypadku cukrzycy ciążowej, gdy oprócz częstych posiłków o stałych porach należy jeszcze mierzyć cukier po godzinie od głównych posiłków);
  • nie musisz się zwalniać z pracy, aby zrobić niezbędne badania, możesz bez pośpiechu odstać swoje w publicznej służbie zdrowia;
  • w przerwach możesz spokojnie oddawać się przeglądaniu blogów parentingowych, sprawdzać ceny w sklepach, planować wyprawkę, polować na okazje, bo szef nie zajrzy Ci przez ramię.
  • dzięki pracy będziesz miała mniej czasu na niepotrzebne zamartwianie się, czy dziecko dobrze się rozwija, czy nie za bardzo przytyłaś, czy nie powinnaś już czuć ruchów albo czy nie czujesz ich zbyt rzadko, dzięki czemu zachowasz dobry nastrój, który jest w ciąży bardzo ważny;
  • dzięki powyższym zaletom prawdopodobnie będziesz w stanie dłużej pracować. W efekcie nie będziesz się nudzić i nie stracisz kontaktu z zawodem.

Wady:

  • prawdopodobnie będziesz pracować dłużej niż koleżanki na etatach, być może aż do rozwiązania, aby nie tracić kontaktu z zawodem (wiem, że prawie ten sam punkt wymieniłam w zaletach, ale naprawdę są to dwie strony tego samego medalu);
  • jeśli coś złego zadzieje się z Twoim zdrowiem, prawdopodobnie trudno będzie Ci od razu pójść na zwolnienie, bo przecież poprzyjmowałaś zlecenia, coś trzeba dokończyć, a być może będzie to w tym momencie dla Ciebie bardzo niekorzystne finansowo, bo jeszcze nie zwiększyłaś opłacanych składek. Jeśli będziesz musiała pozostać w szpitalu na dłuższy czas, prawdopodobnie zawalisz jakieś zlecenia, ale przecież takie rzeczy się zdarzają i bez ciąży, więc klienci na pewno Cię zrozumieją;
  • musisz odpowiednio wcześniej zastanowić się nad podniesieniem swoich składek ZUS, jeżeli na urlopie macierzyńskim chciałabyś otrzymywać większą kwotę zasiłku. Jeśli jesteś na etacie, zasiłek macierzyński jest po prostu obliczany na podstawie Twoich dochodów. W przypadku działalności sami deklarujemy wysokość składki;
  • pod koniec ciąży będzie Ci coraz mniej wygodnie siedzieć tak długo przed komputerem, więc prawdopodobnie Twoje dochody będą sukcesywnie maleć.

Jak widać, zalet zawodu tłumaczki w ciąży jest jednak zdecydowanie więcej niż wad, więc patrząc z perspektywy mojego III trymestru wstecz, naprawdę polecam ten zawód. Myślę, że moje spojrzenie na ten temat jest dość wypośrodkowane, bo moja ciąża (jak na razie) nie jest ani zupełnie bezproblemowa, ani bardzo trudna. Ponadto część wad pracy tłumacza można „zneutralizować”, podejmując wcześniej odpowiednie działania zapobiegawcze i dobrze się organizując. W moim następnym wpisie przedstawię zestaw porad, które pomogą Ci pogodzić bycie w ciąży z pracą jako tłumaczka pisemna bez strat dla działalności :).

Zachęcam wszystkie ciężarne tłumaczki do wypowiadania się w komentarzach (powinny już działać) na temat ich wrażeń dotyczących wykonywania tłumaczeń w ciąży. Chętnie poznam też Wasze sposoby na godzenie tłumaczeń z byciem mamą!

MemoQ 2014 briefing and website updates

Sorry for not writing for so long. I have been really busy with several translation projects (I have been doing some medical translations and a pretty big telecommunications project and many many smaller things), decorating our new home and another big project that I will probably describe to you quite soon so stay tuned ;).

I have just finished a briefing on new memoQ release. As a translation blogger, I have been asked to check out the new version of this software and share with you my opinions on new features. From what I have learnt during the meeting, the memoQ team has introduced 71 new features and some of them sound really interesting. I am particularly keen to test project templates, image localization and grammar checker function. According to the briefing document that I have received, the project templates might be helpful in creating projects that are similar to each other. I think that I might use this function to create medical projects for separate clients and automatically assign to them my medical TMs and TBs.

Co należy zrobić przed odesłaniem tłumaczenia klientowi? Czyli parę słów o tłumaczeniowej liście kontrolnej…

Image courtesy of David Castillo Dominici / FreeDigitalPhotos.net

Pewnie często, tłumacząc teksty biznesowe z języka angielskiego, natykacie się na pojęcie listy kontrolnej, z ang. checklist. Na ogół takie wykazy mają formę listy z okienkami, które „odptaszkowuje” się w miarę wykonywania zadań. Dzięki temu mamy pewność, że wykonaliśmy wszystkie powierzone nam zadania i o niczym nie zapomnieliśmy. Takie listy kontrolne są obecnie często stosowane w biurach tłumaczeń i agencjach lokalizacyjnych. Po zakończeniu tłumaczenia musimy na przykład odznaczyć pola dotyczące naszego zlecenia, tj. sprawdzenia terminologii, poprawności językowej, kompletności dokumentu i co tam jeszcze autorowi checklisty przyjdzie do głowy. Następnie musimy się pod taką listą podpisać i ją odesłać, a firma, która zlecała nam tłumaczenie, ma na papierze gwarancję, że wywiązaliśmy się z powierzonych nam zadań. Oczywiście, jeśli okaże się, że w praktyce było inaczej, to możemy mieć nieprzyjemności :P.

Dla większości indywidualnych tłumaczy takie listy kontrolne to jedynie zbędna biurokracja, ja jednak jestem zdania, że w tym przypadku warto ściągnąć sobie ten pomysł od wielkich korporacji i dostosować go do naszych potrzeb. Warto przygotować sobie w wolnej chwili listę czynności, które koniecznie musimy wykonać przed odesłaniem dokumentu klientowi. Oczywiście nie musi być to jakiś pięknie sformatowany w Wordzie dokument (choć czemu nie!), na początek wystarczy odręcznie zapisana kartka umieszczona w jakimś dobrze widocznym miejscu, np. na tablicy korkowej lub pod przezroczystą podkładką na biurku. W zależności od trybu naszej pracy (tłumaczenie, weryfikacja, korekta) lista kontrolna może się zmieniać, ale wydaje mi się, że da się wyodrębnić kilka podstawowych czynności, które zawsze warto wykonać przed odesłaniem dokumentu, aby zapewnić jego wysoką jakość. Te czynności to:

BeGlobal Community – czyli czy tłumaczenia maszynowe to tylko zagrożenie dla tłumaczy?

BeGlobal - uruchamianie

W zeszłą sobotę uczestniczyłam w spotkaniu SDL Vendor OpenDay w Bydgoszczy, które było bardzo miłe poza drobnym incydentem z kierowcą autobusu, który zatrzasnął mojej koleżance Ilonie drzwi przed nosem. Tak to już jest, jak dwie tłumaczki pisemne wychyną ze swoich siedzib 🙂 Dominującym motywem spotkania była prezentacja narzędzia BeGlobal firmy SDL umożliwiającego korzystanie z silnika statystycznego w celu wykonywania tłumaczeń maszynowych. Z czym to się je i czy „prawdziwy tłumacz” powinien w ogóle zainteresować się tym tematem, skoro jest to zagrożenie dla jego bytu? Cóż, wroga trzeba dobrze poznać…